Przemyślenia przy porannej kawie. Szaleństwo wyprzedażowe…

Cześć!

Styczeń to bardzo spokojny okres, jeśli chodzi o pracę – jak do tej pory, mam więcej dni wolnych, niż pracujących. Dzięki temu, miałam chwilę czasu, aby przyjrzeć się ludziom i przeanalizować ich zachowanie – łapiąc się przy tym za głowę…

Nie jestem zgorzkniałą starszą panią, ani naburmuszona nastolatką, nie jestem też wszystkowiedzącą panią magister, czy zarozumiałą snobką. Nie chciałabym, abyście odebrały ten wpis, jako kolejny zbiór narzekań…chociaż w zasadzie, to będą narzekania. Ale w pełni usprawiedliwione!

Mając całkiem dobry wzrok i dość wytrzymałe nerwy, tylko obserwuję co się dzieje dookoła, przechodząc obok i nie ingerując.Czasami mam ochotę krzyknąć, a nawet przeklnąć – ale będąc w pracy mi nie wolno, a będąc na zakupach nie wypada…
Od lat pracuję „z ludźmi”. Głównie w handlu. Czy to restauracja, drogeria, czy sklep odzieżowy – wszędzie jest tak samo (mam tu na myśli klientów). Ludzie, dzielą się na (mniej więcej) 25% kulturalnych i dobrze wychowanych oraz 75% tzw. „bydła”. W czym rzecz?
Czy to będąc sprzedawcą, czy klientem, jednakowo irytuje mnie zachowanie większości osób.
Polak -wiadomo – szuka oszczędności wszędzie, gdzie popadnie. Wyprzedaże to gorący okres dla większości oszczędnych, aż chce się zacytować slogan „żer dla skner” – coś w tym jest.
Ludzie szukając oszczędności, przegrzebując szafy z ubraniami, przetrząsając półki z kosmetykami czy artykułami spożywczymi, połowę z tego potrafią zniszczyć, rozlać, stłuc, rozerwać, a „konkurentów” w tych szalonych łowach, dosłownie, stratować… Czy my przypadkiem nie jesteśmy już PO ewolucji? Bo czasami mam wrażenie, że część z nas – dumnie nazywających się ludźmi – pozostała nieco w tyle… Tak, powiem to otwarcie – ludzie to bydło. Pędzą na ślepo do przodu tratując wszystko co przed nimi, zostawiając po sobie pobojowisko.
Sama lubię zaoszczędzić, kiedy to możliwe, ale nie za wszelką cenę do licha!
Boję się wchodzić do zatłoczonego sklepu, ręce mi opadają (i wszystko inne, co może opaść), jak widzę stan takiego sklepu już po wyjściu wspomnianego „bydła”.
Mam nadzieje, że nie ma tu osób, które powinny się utożsamiać z ludźmi, przeze mnie opisywanymi – chwała Wam za to. Jeżeli jednak jest ktoś taki, niech weźmie sobie moje słowa do serca i potraktuje ten wpis jako małą wskazówkę – czego nie robić – w ten wyprzedażowy czas. A jeśli znajdziecie karton mleka, czy mięso mielone, między książkami, bądź proszkami do prania…wspomnicie moje słowa i zrozumiecie co miałam na myśli.

Pozdrawiam Was gorąco i życzę spokojnych i udanych łowów!:)
Aga

5 Comments

  1. To i tak duża obniżka…spójrz co się dzieje w Biedronkach, Lidlach itd., kiedy obniżka sięda 1 zł, lub są "rzucone" zwykłe produkty o kilka złotych tańsze niż w innych sklepach…

  2. Dlatego ja nie lubię za bardzo chodzić po lumpeksach chociaż bardzo bym chciała ale to co tam się czasem dzieje przechodzi ludzkie pojęcie, szczególnie jak jest dostawa:P

  3. Szał wyprzedażowy czasem mnie dobija. Bardzo często ludzie kupują rzeczy niepotrzebne tylko dlatego, że pisze -50%. Ja staram się kupować to co mi potrzebne, jeśli są wyprzedaże to chętnie się rozejrzę ale trzeba znać umiar. Pamiętam jak swego czasu pisali o jakis znanych torebkach, które były w Lidlu, ponoć zachowanie niektórych kobiet było katastrofalne..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *