PUREDERM, maska/kompres, kuracja rozświetlająco – regenerująca!

Hej!

Ostatnio spacerując po mieście, zauważyłam, że między Super Pharm, a Rossmanem, w samym rynku Wrocławia, otwarta została drogeria Hebe!
Dziś postanowiłam wstąpić do niej na dłuższą chwilę:)

Pierwszym łupem była maska mleczna Kallos, w wersji mini – na spróbowanie -, ale nie o niej będzie dziś mowa.

Na jednej z półek zauważyłam nieznaną mi firmę (nie jedyną w tej drogerii…a w zasadzie jedną z wielu!:O)
W kilu działach, można zauważyć produkty marki PUREDERM, zaciekawiły mnie – nie powiem, że nie.
 (O samej firmie, niestety niewiele wiem – sądząc po opakowaniu i siedzibie, jest to producent z Korei – niestety strona internetowa nie chce się załadować, a jedyne co znalazłam poza tym, to polskiego importera, no i pojedyncze produkty n allegro…)
W koszyczku wylądowały dziś dwa.

 Pierwszy z nich, to:

Kuracja rozświetlająco – regenerująca 2 etapowa.

Saszetka jest podzielona na 2 części – pierwsza, to „ampułka” rozświetlająca skórę (czyli niewielka ilość kremowego, gęstego żelu o przyjemnym zapachu), natomiast druga to maska „snail”w formie kompresu, ze śluzem ślimaka, która ma właściwości regenerujące.

Koszt maski, to ok. 7 zł, więc postanowiłam zaryzykować:)

Krok pierwszy – ampułka.

Należy wydobyć zawartość górnej części maseczki i rozprowadzić na oczyszczonej, suchej skórze twarzy.

Pachnąca maź ma przyjemną konsystencję, łatwo ją rozprowadzić. Ma ona nie tylko rozświetlać skórę, ale ułatwić wchłanianie się aktywnych składników maseczki.

 Krok drugi – maseczka.

Z drugiej części trzeba wydobyć nasączony kompres, rozłożyć go, po czym nałożyć na twarz, zaczynając od brody – trzeba zrobić to dość dokładnie, aby nie było pęcherzyków powietrza (co wcale nie jest takie proste – u mnie wciąż się jakieś pojawiały…), na szczęście maska trzyma się na tyle dobrze, że nie było z tym większych problemów.

Przez 15 – 20 minut, relaksujemy się czując przyjemny chłód na twarzy i lekkie szczypanie (co wcale nie przeszkadza, wbrew pozorom, a jak dla mnie to znak, że coś tam się dzieje pod spodem:)).

Po tym czasie, zdejmujemy maskę, ulotka doradza, by zrobić to,zaczynając od krawędzi (a da się inaczej?;>).

Pozostałość maseczki należy wmasować w skórę.

Muszę przyznać, że po zdjęciu maseczki, moja buzia jest ładnie nawilżona i świeża. Zaczerwienienia są mniej widoczne, a skóra ma ładny kolor – oby to nie było tylko chwilowe!:)

Nie wiem, co takiego mają w sobie tego typu maseczki, ale co by to nie było, moja cera je lubi.
Chętnie wypróbuję inne produkty tej marki.

P. S. W koszyczku, jak pamiętacie, wylądował już dziś jeszcze jeden produkt od PUREDERM…chcecie wiedzieć jaki?:) Szarpnęłam się na sławione skarpetki złuszczające do stóp! Za kilka dni podzielę się wrażeniami!:)

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *