pamiątki z podróży – Balea! :)

Witajcie po dłuuugiej nieobecności!:)

Nie było mnie ponad miesiąc, a moja nieobecność spowodowana była miesięcznym detoksem od internetu.
Wszystko to za sprawą pobytu w Niemczech, skąd (poza opalenizną!:D) przywiozłam ze sobą nieco nowości kosmetycznych, które znałam do tej pory jedynie z Waszych opisów, a z którymi nigdy wcześniej nie miałam styczności. Znacie markę Balea?:)

Nie ma tego zbyt wiele, ale jak dla mnie w zupełności wystarczy – na próbę i podzielenie się wrażeniami.
„zainwestowałam” kilka euro na najciekawsze pod względem zapachowym kosmetyki marki Balea – żele pod prysznic, balsamy do ciała i szampony. W większości są to kosmetyki limitowane, o owocowych, egzotycznych nazwach i zapachach.

Nie wiem jakiej jakości są kosmetyki marki Balea – a sądząc po cenie, można by twierdzić, że dość słabej (ok. 60 centów za sztukę!). Jakież było moje zdziwienie, gdy po pierwszym użyciu okazało się, że cena nie  jest wyznacznikiem jakości!

 

Zacznijmy od zapakowanych w piękne, kolorowe buteleczki, żeli pod prysznic.
W zgrabnym i poręcznym opakowaniu mieści się 300 ml. pięknie pachnącego kosmetyku, o kremowej konsystencji, który świetnie się pieni i równie dobrze myje. Zapach nie utrzymuje się na skórze, ale nie wymagam tego od kosmetyków do kąpieli:) Wystarczy, że umila mi pobyt w wannie/pod prysznicem. Niestety kosmetyk nie jest zbyt wydajny…a szkoda.

Kolejne są balsamy do ciała. Wybrałam te same wersje zapachowe, co żele pod prysznic i dodatkowo dorzuciłam rozświetlający – nie jest tak dobry, jak mój ulubiony z Ziaji, ale całkiem niezły:)
Opakowania, to miękkie tubki, z wygodnym i solidnym otwarciem. Kosmetyk łatwo z nich wydobyć i dodatkowo wyglądają bardzo estetycznie.
Jeśli chodzi o sam balsam, to – każdy z nich – nie jest zbyt gęsty, co ułatwia zarówno wydobycie go z tubki jak i aplikację, ale nie jest też na tyle rzadki, by się rozlewać itp. Pięknie pachnie i dobrze się rozprowadza. Świetnie nawilża i obłędnie pachnie – to lubię!:)

O szamponach, nie będę się rozpisywać – jak dla mnie są po prostu dobre, nie gorsze niż używany przeze mnie Gliss Kur. Za taką cenę wystarczy, że się pienią i myją…a ich zniewalający owocowy zapach uznam za bonus:D

( Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym przeszła obojętnie bok promocji czekolad…:D zrobiłam mały zapas, ale niewiele już z niego zostało…przepyszne są!)

 

 

 

Można by powiedzieć, że wakacje mam już za sobą, a przecież one się dopiero zaczynają! Mam nadzieję, że uda mi się troszkę nadrobić zaległości blogowe, choć mam ten miesiąc nieco napięty, ale obiecuję – postaram się!:)

4 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *